-Ależ dziś dzień jest piękny! W naszym małym miasteczku... Och, wszystko jest takie wspaniałe!-powiedziała w myślach.
Bazylia tak jak zamierzyła-wstąpiła do pani Jagody.
-Dzień dobry, chciałabym kupić trochę truskawek. Dzień sprzyja. Pomyślałam, że ma pani coś w zanadrzu.
-O, witaj Bazylio, miło cię widzieć! Mam truskawki, lecz nie zrywałam ich. Jeżeli masz ochotę-bierz!
Bazylia zdecydowanym krokiem ruszyła w stronę drzwi, przez które przechodziło się do ogrodu. Bazylii zawsze na jego widok zabierał dech w piersiach. Był to tak niepoprawny i brzydki nieład- że aż piękny. Jesienią- gdy spadły liście, lub zimą- gdy napadał śnieg, dało się przeżyć, aczkolwiek większości nie było widać. Gdy pani Jagoda prosiła jesienią Bazylię o sprzątnięcie liści , była dziwnie smutna...
PS. Bazylia zebrała owoce i zjadła je ze smakiem... jednak później odchorowała to,
ponieważ truskawki okazały się niedojrzałe...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz