Od rana w małym miasteczku, w którym mieszka śliczna, o kasztanowych włosach dziewczyna- ziemię w tym miejscu oblewały siarczyste krople wody.
Bazylia nie martwiła się pogodą, aczkolwiek była szczęśliwa. Rzekła do swojej mamy:
-Mamo, kiedy dowiozą komputer?! Tak się cieszę, technologia poszła w przód... W każdym razie, no- komputer będzie i fajnie, ale kiedy?!
-Bazylio, moja kochana i często głupiutka córeczko. Komputer już od wczoraj podłączony stoi w salonie, nie zauważyłaś?
-Ale jak... Kiedy? ...- Bazylia nim skończyła to powiedzieć, już była w salonie.
Bazylia ostrożnie usiadła przy biurku z komputerem, pełna zachwytu, delikatności i nonszalancji. Już chciała włączyć komputer, gdy jej mama powiedziała:
-Córeczko, chyba masz dzisiaj okropnego pecha, rozpadało się na burzę. Komputera przecież nie można używać w czasie burzy.
Słowa jakich użyła wtedy Bazylia były nieprawdopodobnie brzydkie...
Jak Wam się podoba ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz