Tego dnia, Bazylia od rana myślała, co będzie robić po "załatwieniu wszystkiego". Mianowicie- przymierzała się do napisania książki, lub nawet powieści, aczkolwiek wymyśliła "środek" i "koniec", lecz początku widać nie było...
W każdym razie- Bazylia około godziny 19:00 wróciła do domu. Przekąsiła kanapkę i przygotowywała się do pisania. Zajęło jej to wiele, wiele czasu, ponieważ- położyła (wręcz idealnie) bielusieńką jak śnieg kartkę na biurko. Trzy centymetry na "wschód" ułożyła ołówek- jeszcze nie używany. Koło pisadła- bo tak Bazylia nazywała coś, co pisało- znalazło się miejsce na idealnie położoną na blacie ostrzynkę i (jeszcze nie używaną oczywiście) gumkę do mazania. Nade wszystko Bazylia kupiła nową lampkę, której miała użyć po raz pierwszy.
Pracę jaką włożyła w te przygotowania Bazylia-dało się zauważyć.
Dziewczyna usiadła przy biurku, wzięła do ręki ołówek. Już miała napisać pierwsze słowo, gdy... wyłączono prąd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz